piaty

piaty

Zejścia do piekieł to nie jest rzecz ani przyjemna, ani miła, niemniej jednak opowieści o nich od zawsze nam towarzyszą i z przyjemnością ich wysłuchujemy. W piekle był Gilgamesz, była tam Innana (z sumeryjskich mitów), odwiedziny składano Hadesowi, nad piekielną pieczarą pochylał się Eneasz i Orfeusz, później Dante rozpisał nad piekielnym wejściem słynny napis.

Zobaczmy, jak o piekielnych zejściach na ziemiach polskich pisano i mniemano.

I. Młody Twardowski.

Najsłynniejszym z polskich bohaterów, odwiedzających piekło, jest z pewnością niejaki Pan Twardowski. Pan Twardowski junior, trzeba dodać, bo wyprawa opisana przez Kraszewskiego mówi o dwu pokoleniach Twardowskich z czartem paktujących. Wątek ojcowski jest tu pewnego rodzaju prologiem, którego treść pominę, służyć ma on bowiem powiązaniu słynnej postaci z władcą podziemi, opowiada bowiem o tym jak to ojciec, nieumyślnie przehandlował duszę syna.

Już jako dziecko postanawia młodzieniec duszę z piekła na powrót wyrwać i to młodzieńcze postanowienie jest na tyle silne, że wzrasta z tą myślą, niecierpliwie czekając na dorosłość i realizację wielkiego planu. Wspomina tutaj Kraszewski o pobożnym życiu wypełnionym modlitwą i nauką, ze szczególnym uwzględnieniem kultu maryjnego. Przychodzi w końcu czas na działanie: „Tak doszedł chłopiec lat piętnastu i naówczas pomyślał sobie, że czas już było pójść do piekła”. Wiedzę potrzebną do realizacji swojego planu czerpie bohater od pewnego starego dzwonnika Dominaszkiem zwanego. Oto, co trzeba zrobić by bezpiecznie do piekła się wybrać i z piekła powrócić: „trzeba się wprzód spowiadać i komunikować na tę drogę, a idąc do piekła w niczym nie zgrzeszyć. Weź z sobą kropidło i wodę święconą i relikwie święte, z tym bezpiecznie wejdziesz do piekła”. Aby trafić do piekła, trzeba wyjść z Krakowa na pole i dostrzegłszy mysz polną podążać za nią grzechu się wystrzegając, psalmy śpiewając i wodą święconą dookoła kropiąc.

Droga trwa kilka dni, w międzyczasie spotyka chłopiec wszystkie możliwe przeszkody – od pięknej dziewczyny namawiającej na wspólny nocleg, przez zbójców kuszących podziałem łupu, po podróżnych zapraszających na posiłek (młody ślubował nic nie jeść) – wszystkim tym pokusom daje jednak odpór i, nie przerywając modlitwy, idzie dalej.

Trafia w końcu na drogę piekielną: „Szeroki wiódł środkiem gościniec i bity trakt a ludny. Jechały nim kolasy wielkie i wozy kmiece, szli piesi różnego stanu i wieku, mnóstwo ludu jak mrowia. Chłopiec to tylko uważał po nich, że wszyscy prawie mieli oczy zamknięte jakby śpiący lub umarli; on jeden między nimi na żywego wyglądał. Tu mysz sprzed niego znikła, a on się domyślił, że był na drodze do wrót piekielnych”. Opis tego tłumu ukazuje szeroką galerię ludzkich słabości, niedoskonałości i błędu – jednych do piekła ciągną pełne brzuchy, innych pożądanie i czarnookie dziewczyny, jedni są do piekła zaciągani, inni idą tam z oczami wpatrzonymi w niebo.

Wejścia do piekieł z zewnątrz nikt nie strzegł, stał tam jedynie odźwierny, grzecznym ukłonem witający przychodzących. Twardowskiego, rzecz jasna wpuszczać nie chciał, jednak samo pokropienie wodą święconą wrota przed nim otwarło. Wewnątrz sceneria iście piekielna (to niespodzianka!), pojawienie się w niej rozmodlonego chłopca wywołuje u diabłów panikę, biegną zatem do niego i przerażeni wypytują – czegóż tam szuka. Ten nie przestaje się jednak modlić i wkrótce dociera na samo dno piekła, gdzie dokumentu nikt oddać mu nie chce. Mówią, że zginął, potem że posiadający go diabeł jest akurat w piekle nieobecny… Każda odpowiedź spotykała się jedynie z modlitwą i kropidłem. Szatani, napotkawszy taką nieugiętość, musieli w końcu oddać młodemu cyrograf, rady nie było.

Wyście z piekła okazało się jednak trudniejsze niż dostanie się do niego. Wrota się zamykały, drogi znikały, ziemia waliła się pod nogami, kuszenia urosły na sile… W końcu jednak trafił na swoją drogę, spotkał starą mysz-kompankę, która to zawiodła go wprost do ojcowskiego domu. I tak oto skończyła się wyprawa Mistrza Twardowskiego do piekieł.

II. Pan Dymza i przypadkowa do piekieł wyprawa.

Inny, równie ciekawy, być może bardziej nawet przewrotny opis piekielnych odwiedzin, znajduję u Witolda Bunikiewicza, w książce Żywoty Diabłów Polskich. Na samym jej początku znajduję dział poświęcony temu, gdzie wejścia do piekieł szukać należy. Wśród kilku przytoczonych anegdot jest też całkiem zabawna i przewrotna opowieść o panu Dymzie. Oto jak trafił do piekła:

„Działo się to akuratnie w Tłusty Czwartek przy ulicy Brackiej w Krakowie (…) w winiarni Sulimierczyka Pod Złotym Kogutem. Pan Dymza, wychodząc z piwnicy, stracił nagle kierunek i zamiast zwrócić się na prawo, poszedł na lewo. Stąpając prosto przed siebie, zawadził nogą o belkę i runął w przepaść. (…) Od razu rozpoznał, gdzie jest, lecz nie uląkł się ani przez chwilę, tylko mocno ścisnął poświęcaną szablę i przyspieszył kroku”. Jak widać, wielkie wyrzeczenia, modlitwa i hart ducha wcale dla dostania się na drugą stronę nie są konieczne…

Całkiem zabawną okazuje się napaść diabelstwa uzbrojonego w widły, któremu tak pan Dymza powiada: „Precz, hultaju, z szablą do mnie stawaj, a nie ze stajennym narzędziem!”. Czart, onieśmielony władczą postawą, ustępuje. Szedł więc dalej nasz bohater, szukając samego Lucyfera, chcąc „łeb skręcić sobace”. Zuchwały marsz przerywa mu jednak napotkanie grupy pięknych diablic, od których co prawda próbuje się opędzić, jednak nie jest w tym zbyt gorliwy i koniec końców uznaje, że to być może dobry moment na porzucenie kawalerskiego stanu i znalezienie żony… Diablic było jednak wiele i wszystkie o względy jaśniepana szlachcica walczyć zaczęły, w całej tej szarpaninie stracił pan Dymza przytomność.

Obudził się już na powierzchni, osłabiony, w łóżku pod opieką pewnej pięknej wdowy… Kobieta wydaje mu się dziwnie znajomą, ma wrażenie, że już gdzieś – i to nie byle gdzie, bo w piekle – ją widział, uznał, że pozna to na pewno dopiero po pocałunkach. Starać o to nie musiał się długo, namiętność zmogła ich szybko (smak piekielny rozpoznał z całą pewnością, diablicę zdemaskował), w ciągu trzech tygodni stali się małżeństwem. Pani Dymzowa kobietą była dobrą i tylko w przesadnej zazdrości przejawiała diabelskie pochodzenie…

III. Kondziołek i diabelski honor.

W tej samej książce, a nawet rozdziale tym samym, znajduję przepyszną opowieść o Kondziołku, co to u wrót do piekła się przyczaił, diabła złapał i ogon mu urwał. Bies, chcąc odzyskać część ciała najcenniejszą, wielki powód swej dumy, licytuje się z pastuchem, w końcu staje na tym, że wprowadzi go do piekła i z samym Lucyferem zapozna. Bohater spędził w podziemiu rok i sześć niedziel, „kamracił się z czartami, usługiwał nawet Belzebubowi, a z Lucyferem rozmawiał jakby z wójtem lub proboszczem: z respektem, ale bez bojaźni”. Po wyjściu na powierzchnię wszystkim dla przestrogi, o tym, co widział opowiadał.

O prawdziwości historii ma świadczyć fakt, że krąży wciąż po świecie czart nazwiskiem Belzun, z ogonem pozszywanym. Omija on ludzi i boi się psów, zagadany jednak, z serca wyżala się na niejakiego niecnotę Kondziołkiem zwanego.

IV. Boruta i jego piekielny awans.

Czwartym już, ostatnim opisem piekielnych odwiedzin, będzie wizyta słynnego Boruty (do którego jeszcze zapewne kiedyś wrócę). Miał on być łęczyckim kasztelanem, który tylko pozornie przyjął chrześcijaństwo, w głębi pozostając poganinem. Jego to Lucyfer wybrał na „diabła, który będzie rządził wszystkimi diabłami w Polsce” – pisze Wiktoryn Grąbczewski w swojej książce Diabeł Polski w rzeźbie i legendzie.

Opisuje potem konflikt między Borutą a królem, wszczęty za sprawą szatana, wskutek którego Boruta ginie i trafia do piekła. O samym pobycie w otchłani Grąbczewski nie wspomina, pisze jednak o tym, jak Boruta piekło opuszczał: „Wyjechał Boruta z piekła nie zabawiwszy tam długo. Żegnał go dwór Lucypera w pełnej gali, a sam pan piekieł wygłosił pożegnalne przemówienie, mianując go wojewodą łęczyckim i ustanawiając przełożonym wszystkich diabłów polskich”. Tyle, jeśli chodzi o wyjście z piekła, przybycie Boruty opisuje jednak Bunikiewicz we wspominanej już książce. Czeka tam na Borutę orszak diabelski i dostojne powitanie. Czarty prezentują halabardy, a każdy z diabłów, w bardzo oficjalnym powitaniu, niesie, jak odznaki, swoje atrybuty, diablice się stroją, Lucyfer wita gościa w czerwonym płaszczu, zjawia się też ziejący siarką smok. Biesiada kończy się przemówieniem lucyferskim – bohater zostaje odesłany do Polski, gdzie zyskuje stanowisko wojewody łęczyckiego.

***

I tak oto cztery obrazy prezentują nam, że do piekła z różnych powodów i na różne sposoby dostać się można. Potrzeba do tego to mniejszych, to większych starań, czasem trafia się tam przypadkiem, czasem wskutek skonu i różne rzeczy się tam znajduje – ratunek dla duszy, władzę, może nawet żonę… Opowieści, choć zabawne, jasno stawiają jednak sprawę – jeśli nie ma wyraźnej potrzeby, lepiej się w otchłań nie wybierać!

Józef Ignacy Kraszewski, Mistrz Twardowski, powieść z podań gminnych.

Witold Bunikiewicz, Żywoty Diabłów Polskich, Poznań, 1985, s. 5-34.

Wiktoryn Grąbczewski, Diabeł Polski w rzeźbie i legendzie, Warszawa 1990, s. 23.

O autorze:

itars

Lorem Ipsum jest tekstem stosowanym jako przykładowy wypełniacz w przemyśle poligraficznym. Został po raz pierwszy użyty w XV w. przez nieznanego drukarza do wypełnienia tekstem próbnej książki. Pięć wieków później zaczął być używany przemyśle elektronicznym, pozostając praktycznie niezmienionym. Spopularyzował się w latach 60. XX w. wraz z publikacją arkuszy Letrasetu, zawierających fragmenty Lorem Ipsum, a...

zobacz więcej

Podobne artykuły: